To było prawdziwe futsalowe święto. W stojącym na wysokim poziomie intensywności pierwszym meczu półfinałowym BSF przegrał minimalnie z Rekordem Bielsko-Biała. Padło jedynie pięć bramek, ale każda z nich była pod pewnymi względami wyjątkowa.
BSF ABJ Powiat Bochnia (1-2) Rekord Bielsko-Biała
Tuukka Pikkarainen 12′, Wojciech Przybył 36′ – Krzysztof Iwanek 7′, Adam Wędzony 20′ (s.), Eric Panés 37′
BSF: Viktor Sääf, Rafał Aksamit, Dominik Kamiński – Arkadiusz Budzyn, Sebastian Leszczak (C), Wojciech Doroszkiewicz, Tuukka Pikkarainen, Minor Cabalceta, Mateusz Prokop, Piotr Matras, Iwo Wolnik, Adam Wędzony, Wojciech Przybył, Mikhael Almeida. Trener: Toni Corredera.
Obie drużyny rozpoczęły spotkanie bardzo uważnie, ale nie bały się podjąć ryzyka. W ekipie gości największe zagrożenie sprawiał Eric Panés, ale raz jego strzał dobrze obronił Viktor Sääf, a inne próby nie okazały się celne. Najlepszą okazję dla BSF-u miał Wojciech Przybył, ale w sytuacji sam na sam nie dał rady pokonać Krzysztofa Iwanka. Bramkarz Rekordu nie tylko wykazał się skuteczną interwencją, bo po chwili podłączył się do ataku i fenomenalnym strzałem niemal z połowy boiska otworzył wynik meczu. W kolejnych minutach to BSF często prowadził grę, natomiast goście oddali inicjatywę i szukali okazji do wyprowadzenia kontrataku. Na szczęście dla bochnian w 11. doprowadzili do wyrównania w kuriozalnych okolicznościach. Były gracz BSF-u, Martin Doša, nabił nieszczęśliwie Tuukkę Pikkarainena, a futsalówka zupełnie zaskoczyła Iwanka i wpadła do bramki. W 12. minucie potężnie z dystansu przymierzył Przybył, ale Iwanek zbił piłkę na rzut rożny. Ostatnie minuty pierwszej części upłynęły pod znakiem zaciętej walki w środku boiska. Obie ekipy oddały po kilka strzałów, ale brakowało elementu zaskoczenia, dobrze spisywali się też bramkarze. W 18. minucie swoją okazję miał Doša, ale jego strzał z dystansu nogą zatrzymał Viktor Sääf. W ostatniej minucie Rekord znów użył tej samej broni. Iwanek oddał strzał z połowy, a piłka niefortunnie odbiła się od jednego z zawodników BSF-u i wpadła do bramki.
Początek drugiej połowy przebiegał po myśli gości, którzy spokojnie się bronili i długo nie pozwalali miejscowym na stworzenie dogodnej okazji. W końcu piłka trafiła do Cabalcety, ale ten został zatrzymany przez Iwanka. W 27. minucie Kostarykanin doznał urazu, po którym musiał opuścić boisko. To była ogromna strata dla gospodarzy, którym jeszcze trudniej było później zaskoczyć przeciwników, zwłaszcza że Rekord bronił się bardzo mądrze. Po kilku minutach Cabalceta wrócił na boisko, a ataki BSF-u nabrały znów rozmachu. W 34. minucie groźnie z dystansu uderzył Przybył, ale minimalnie chybił. Na niespełna pięć minut przed końcem Tuukka Pikkarainen świetnie odebrał piłkę Kamilowi Surmiakowi, a były gracz ekipy z „Solnego Miasta” musiał ratować się faulem. Toni Corredera wziął czas, a po rozegraniu rzutu wolnego bochnianie doprowadzili do remisu. Gola zdobył Wojciech Przybył. Niestety po chwili Eric Panés w fenomenalny sposób zwiódł Arkadiusza Budzyna i Rekord błyskawicznie odzyskał przewagę. Tym razem nie oddał jej już do końca, ostatecznie wywożąc przed rewanżem z „Solnego Miasta” skromną zaliczkę. Bochnianie muszą teraz odrobić stratę w drugim meczu, który zostanie rozegrany 23 kwietnia. Dziś mogą czuć niedosyt, bo zaprezentowali się bardzo dobrze. Rekord wykorzystał to, że ma w swoich szeregach jakościowych, doświadczonych i pewnych swoich umiejętności zawodników. W drugie parze rywalizują Eurobus Przemyśl oraz Constract Lubawa.
Autor: Mateusz Filipek