Od zwycięstwa 3-1 nad Sokołem Słopnice rozpoczął rundę wiosenną BKS Bochnia. Bramki dla ekipy Damiana Rębisza strzelili: Oleksandr Andruszko (dwie) oraz Marcin Kołton.
Spotkanie z Sokołem, choć nie było najpiękniejszym widowiskiem piłkarskim w historii Parkowej (mówiąc eufemistycznie) przyniosło spragnionym ligowej piłki kibicom emocje jak i piękne bramki.
Spotkanie ułożyło się kapitalnie dla BKS. Już bowiem w 10′ meczu z rzutu wolnego, wykonywanego zza pola karnego a tuż przy linii końcowej boiska piłkę uderzył Marcin Kołton. Mocno podkręcona piłka wpadła tzw. rogalem w okienko bramki Sokoła będąc poza zasięgiem rąk interweniującego Jakuba Nędzy. Na piękną bramkę gospodarzy goście odpowiedzieli kapitalnym golem Radosława Pawłowskiego. Otrzymał długie podanie, które za nim spadło na jego stopę, przemierzyło kilkadziesiąt metrów nad obrońcami BKS. Pomocnik Sokoła uderzył z tzw. pierwszej piłki nie dając szans debiutującemu w bocheńskich barwach Maciejowi Fiustowi. Była to dopiero 13′ meczu.
Drugi gol dla BKS padł z kolei po kapitalnym prostopadłym zagraniu do Oleksandra Andruszki. Popularny „Saszka” w 28′ wygrał pojedynek biegowy sprinterski ze stoperem – Aaronem Tamarizem i precyzyjnym strzałem obok słupka wyprowadził swój zespół na ponowne prowadzenie.
W pierwszej części meczu gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie po ciekawie wykonanym rzucie rożnym. Dośrodkowywał Mariusz Łyduch, a zamykający akcję Kamil Trojan omal nie pokonał Nędzy strzałem głową.
Swoją szansę mieli również przyjezdni. Na szczęście dla BKS czujność na przedpolu bramki zachował Fiust, który uprzedził szarżującego rywala.
Po zmianie stron przez długie minuty mecz toczył się w środkowej strefie boiska. Nie ma co ukrywać, że jednej jak i drugiej drużynie przytrafiało się sporo niedokładności. Mecz zrobił się szarpany, widzieliśmy też więcej fauli. Jednak po 20 minutach tej części spotkania do zdecydowanych ataków przystąpili gospodarze. W 68 minucie Andruszko po akcji Łyducha mógł i nawet powinien strzelić bramkę dla BKS, ale minimalnie chybił. Dwie minuty później miał już na swoim koncie dublet. Ukrainiec dobiegł jako pierwszy do zagranej za linię obrony piłki i uprzedzając Nędzę wpakował piłkę do siatki. Dwubramkowej przewagi bochnianie już nie zmarnowali. Bronili się mądrze i szukali okazji do kontrataków.
Udana inauguracja BKS stała się faktem. oby była zwiastunem udanej rundy dla zawodników i kibiców Bocheńskiego KS.